poniedziałek, 21 listopada 2016

Rękodziecka ciąg dalszy :)

Witajcie kochani!
Zabrałam się dziś za pisanie posta, i miałam zacząć: za oknem szary listopad. A wcale nie :D
Dziś słonko świeci pięknie, na dworze ciepło, halny wieje. Wiele z nas zamiast cieszyć się piękną pogodą zmaga się z bólem głowy - takie uroki halnego!
Ale ja postanowiłam dziś ociekać optymizmem :) I Was nim zarazić!
Otóż przychodzę do Was z pomysłem. Może jest kilkoro z Was którzy pamiętają RĘKODZIECKO, czyli akcję tworzenia rękami razem z dziećmi i dla dzieci :)
Wiele osób powie - nie zawsze jest czas, nie ma kiedy, ja nie mam talentu... a wcale nie! (już drugi raz użyłam dziś tego powiedzenia hihi). Powiem Wam, że ostatnio roboty mam pełne ręce. Szykują się świąteczne targi, więc moje ręce lepią i lepią, szykuje się kolejna książka więc aparat bez przerwy ładuje baterie. Atakują nas zarazy, świąteczne porządki już się zaczynają, poza tym sami wiecie, jak wygląda codzienność, zawsze coś. Ale w międzyczasie zawsze jest jakieś 15 minut czy pół godziny na zrobienie np... pizzy z masy solnej dla naszych maluchów! Cała masa radości przy tworzeniu, jeszcze więcej przy zabawie! Jest również genialnym pomysłem na prezent :)



Masę solną robiłam tak:
pół szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki soli
pół szklanki wody (lub trochę więcej, sami zadecydujecie)

Zrobiliśmy z Misiem spód i malowaliśmy czerwoną plakatówką. Rant zawinęłam i przejechałam niedbale jasnobrązową farbą. Z czystej masy solnej zrobiliśmy mozarellę, trochę masy zmieszałam z czerwoną farbką tak, by uzyskać różowy kolor. Potem rozwałkowaliśmy, pocięliśmy na paseczki i rozrzuciliśmy jako szynkę. Na koniec niedbałe kulki lekko podziobane wykałaczką i pomalowane zieloną farbą - brokuły. Wszystkie elementy malowane były "na mokro", przed upieczeniem. Dodatkowo obsypałam pizzę prawdziwym oregano - fajnie wygląda i w dodatku pięknie pachnie! A potem do piekarnika. No i jak? Zabawa w dostawcę pizzy to genialna sprawa, mówię Wam :) Nasza pizza została podarowana w prezencie małemu solenizantowi, który polubił ostatnio zabawę w kucharza. Ale Miś już wymusił obietnicę, że i jemu taką zrobimy :)

Jak Wam się podoba ta masosolna wariacja na temat Rękodziecka? :)
Mi bardzo!
Chciałabym Wam jeszcze pokazać moje świąteczne ulepki. Okres bożonarodzeniowy to najpiękniejszy czas w roku jak dla mnie! Dlatego cudownie mi się tworzy te wszystkie rzeczy. Zobaczcie:




do tego zakładki do książek, myślę, że każdy mały czytelnik polubiłby taką!



To już wszystko na dziś!
Ściskam Was listopadowo!

czwartek, 13 października 2016

Z modeliny można wszystko :)

Witam Was moi drodzy! Jak Wasze zdrówko? U nas posypały się choróbska, cóż, zaczęło się niestety :) Mam nadzieję, że zdrówko Wam dopisuje!
Z modeliny można wszystko - to ostatnio moje motto. Tak właściwie to ostatnio zaczęłam obklejać nią wszystko :) Czasem efekty są... no cóż, godne pożałowania, ale często serio są udane!
Powiem Wam szczerze, że biżuteria mi już zdecydowanie nie wystarcza. Zdobię szklanki (jak ten świecznik w sweterku w ostatnim poście), łyżeczki, pudełka i wiele innych. Jakiś czas temu pokazałam Wam zakładki do książek z Harrym Potterem, inspirowane zakładkami znalezionymi w sieci. Patent z zakładkami zrobionymi z drewnianych szpatułek kosmetycznych (albo też lekarskich) nie jest mój. Ale wyjątkowo przypadł mi do gustu! Szpatułki są cieńsze niż drewniane bazy do zdobienia metodą decoupage, dzięki temu nie niszczą książek, i wystarczająco duże i długie, by zakładka była widoczna i dobrze się trzymała :)
Postanowiłam więc trochę poszaleć i zaczęłam je robić. Ma to też praktyczne wytłumaczenie - cóż, po prostu aby wykonać pierwsze zakładki musiałam kupić całe opakowanie szpatułek :D No i co ja mam teraz, wszystkim sąsiadom gardło badać co rano? :D Muszę je na coś zużyć :D
Pokażę Wam ciasteczkowego potwora - mojego ulubieńca!

 Ciasteczkowy wystaje mi z przepiśnika, pasuje tam idealnie!
A tutaj mam coś dla wszystkich szydełkowców - sama na szydełku umiem zrobić tylko prostą, okrągłą serwetkę, ale niektórzy tworzą na szydełku prawdziwe cuda! Chyląc czoła mogę tylko... ubrać im szydełka :D

No i jak? Dla tych, którzy tworzą szydełkiem, może to być miła alternatywa dla zwykłego, metalowego :)

Żegnam się już z Wami, i życzę pięknego, słonecznego dnia! (u mnie właśnie taki się zapowiada) :)
Buziaki!

poniedziałek, 10 października 2016

kochana jesień!

Kochana, złota, polska jesień. Może nie jest aż tak złota, za oknem ponuro, ale i tak ją kocham :)
Za: dynie, długie wieczory, lampki, lampiony i świeczki, za chłodne, świeże poranki, za moją zieloną kurtkę, którą wreszcie mogę nosić, za kasztany, którymi bawiłam się w tym roku w jarzynowy sklep, za spacery po szeleszczącym lesie no i za halloween, które uwielbiam :) Niekoniecznie celebruję, ale uwielbiam twórczość dyniowo - pająkowo - lampionową :)
W tym roku planuje małe kinderparty z okazji halloween - może się uda, patrząc na frekwencję w przedszkolu i choróbska panujące wokół to nie ma nigdy nic pewnego :)
Ale nadzieja umiera ostatnia!
A teraz pokażę Wam kilka moich wariacji na temat dyniowych straszydeł:

 pajączki już z zmierzają na imprezę :D

Frankenstein dziś dość sympatyczny :)

 dynie miały straszyć... ale same jakieś wystraszone!

A na koniec - pamiętacie zeszłoroczne lampiony w sweterkach? Tym razem też poubierałam moje lampioniki, tylko wzorek troszkę zmieniłam :)

Ściskam Was ciepło i jesiennie :)
Buziaki!

czwartek, 1 września 2016

Znowu Harry na tapecie :)

Nie jest żadną tajemnicą fakt, że jestem wielką fanką Harrego Pottera. 
Uwielbiam ekranizację, jednak książki moim zdaniem nie mają sobie równych. Każdą część czytałam już kilka razy i często do nich wracam. Kocham po prostu!
Jakiś czas temu zostałam poproszona o wykonanie zakładki do książki z figurką Harrego Pottera, inspirowaną zakładkami znalezionymi w sieci. Już dawno temu spotkałam się z zakładkami do książek wykonanymi na drewnianych szpatułkach (jakby patyczki do lodów tylko większe ;) ) i jeśli chodzi o modelinę to są po prostu idealne. Doskonale można na nich umocować modelinową figurkę, są solidne i zdecydowanie cieńsze od drewnianych zakładek pod decoupage :)
Zaopatrzyłam się więc w wyżej wymienione szpatułki i zabrałam się do pracy. Oto, co udało mi się stworzyć :)


Oprócz figurek czwórki bohaterów - Harry`ego, Rona, Hermiony oraz Severusa Snape`a - wykonałam również zakładkę z pierwszą stroną Proroka Codziennego :) Kto jest w temacie - będzie wiedział :) Kto nie jest temu wytłumaczę, że Prorok Codzienny to taka Gazeta Wyborcza czarodziejów :)

Zakładki umieściłam w mojej ulubionej części Harrego :)
A z rozpędu zrobiłam jeszcze niezbędnik każdego, kto znajdzie się w kłopotach: W szklanym słoiczku znaleźć można Mapę Huncwotów, by wiedzieć, kto i gdzie się znajduje, czarną różdżkę - najsilniejszą ze wszystkich różdżek oraz garść proszku fiuu, by w razie czego ewakuować się kominkiem. Szkoda, że teraz w większości kaloryfery w domach i mieszkaniach :D

Każdemu, kto nie czytał, polecam. Ostatnio przekonałam moją mamę, żeby spróbowała chociaż pierwszą część przeczytać, bo wzbraniała się od lat. Pochłonęła całość w dwa tygodnie :) Są to książki z rodzaju tych, które przenoszą w zupełnie inny wymiar.

A teraz zmiana tematu. Podam Wam pierwszy powód, dla którego można kochać jesień :)
Jestem łasuchem i uwielbiam jeść :) Posiłki to dla mnie sprawa bardzo ważna, razem z moimi chłopakami celebrujemy wspólne posiłki, uważam, że to bardzo ważny element każdego dnia. Ale tak samo ważne jak towarzystwo jest również to, co znajduje się na talerzu. A na moim talerzu w okresie jesiennym bardzo często pojawia się pyszny, żółciutki, aromatyczny krem z dyni. Mniam!!!

Zrobić jest go bardzo łatwo, i każdemu, kto jeszcze nie próbował serdecznie polecam ten najprostszy z przepisów, do którego zawsze wracam. Mój pierwszy krem z dyni był właśnie taki :)
Potrzeba nam:
mała dynia
czerwona soczewica
czosnek
kurkuma
kozieradka
czarny pieprz lub czarnuszka
sól
jakiś chrupiący dodatek: groszek ptysiowy, grzanki, pestki dyni lub słonecznika

Dynię myjemy, kroimy na ósemki lub jak nam wygodniej. Łyżką wybieramy miąższ razem z pestkami. Wydrążone kawałki obieramy ze skóry, kroimy na małe kawałeczki, zalewamy wodą tak, aby przykryć dynię, solimy i stawiamy na gaz. Gdy woda z naszą dynią zaczyna się gotować dodajemy garść lub dwie uprzednio opłukanej soczewicy i kilka ząbków czosnku. Soczewica gotuje się szybko, dynia jeszcze szybciej. Jeśli zrobicie male kawałki to 20 minut wystarczy, żeby wszystko zmiękło. Doprawiamy kurkumą, kozieradką, pieprzem i solą. Dynia jest słodka, więc by zupka nie wyszła nam mdła należy ją porządnie doprawić :) Na koniec blendujemy na krem. Przeważnie po zmiksowaniu zupka staje się łagodniejsza, więc często wymaga ponownego doprawienia :)
Taka zupka to samo zdrowie. Kurkuma i kozieradka rozgrzewają i wzmacniają odporność, jeśli dodacie czarnuszkę to jeszcze bardziej wzbogacicie wartości zupy. Soczewica to zdrowa porcja białka. 
A potem to już można zacząć eksperymenty. Można dodać cieciorkę zamiast soczewicy. Zrobić wersję z kokosowym mlekiem, ziemniakami lub większą ilością warzyw. Wedle uznania :)
Nie jestem najlepszym fotografem, ale podzielę się z Wami:


Kochani mam nadzieję, że zainspirowałam Was tym postem. I do czytania, i do jedzenia :)
Buziaki i do zobaczenia znów!

niedziela, 21 sierpnia 2016

Co się dzieje...

... kiedy blondynka staje się brunetką? Kiedy gąsienica zamienia się w motyla? Kiedy mała sadzonka staje się ogromnym drzewem? Otóż - nic poza tym, że się przeobrażają. Trochę się zmieniają, dojrzewają. Ale to nadal ta sama kobieta, owad czy roślina :)
Niezły zaprodukowałam wstęp, prawda? Ale dotyczy on też troszkę mnie dzisiaj :) Bo u mnie też od dzisiaj mała - wielka zmiana :) Tymonina ustąpiła miejsca nowemu i od dziś nie ona, ale ModeJolina jest moim drugim ja :) Może się komuś ta nowa nazwa wyda dziwna, będziecie ją smakować, powtórzycie ze trzy razy i się Wam spodoba albo uznacie, że to jednak nie to. Ale mam nadzieję, że z każdemu z czasem ta nazwa znormalnieje, że się przyzwyczaicie i będziecie ją kojarzyć właśnie ze mną. Bo przecież nadal jestem tą samą Jolką (Joliną? ;)) zafiksowaną na punkcie rękodzieła, lepiącą z modeliny jedzenie, książki, zwierzaki, kwiatki i inne twory :)


Dla zainteresowanych: nad zmianą nazwy myślałam już od długiego czasu. No i w końcu się stało, dostałam bodziec i dwa razy się nie zastanawiałam :) Było kilka zawirowań, parę potknięć, dużo pomysłów, kupa śmiechu, milion razy wyzwałam się od starych wariatek (co było niesprawiedliwe, bo mam dopiero 30 lat hy hy hy), a ostatecznie nazwę wymyślił mój mąż, który udaje, że go to nie obeszło, ale jest serio MEGADUMNY, że postawiłam na jego pomysł. Miało być tak, żebym była w tym ja, czyli moje imię, żeby była w tym modelina, no i jest i modelina, i ja, a do tego jeszcze jak kto się dopatrzy to jest Moda, a choć trendów absolutnie nie wyznaczam, bo za maluczka jestem, to jednak jakąś tam kolczykowo - modelinową modę reprezentuję :D 
Wnoszę wszem i wobec, że te wakacje były szalone i zwariowane, przeleciały mi jak rakieta i teraz już cała dygocę na myśl o wrześniu, przedszkolnym płaczu itp ale z drugiej strony... Możecie uznać, że jetem szalona, ale kurcze, jak sobie poniucham to wieczorne, rześkie, sierpniowe powietrze... no to jestem kupiona. Świece, lampiony, kolorowe liście, dynie, pierniki, choinka, renifery, przytulne wieczory przy herbacie z książką i spacery w szaliku, oto, co czeka na nas jeszcze w tym roku i na co ja się niecierpliwię! I jeszcze coś ważnego, najważniejszego stanie się tej jesieni, ale na razie sza! Choć już przebieram nogami :D
No, poczytane, Tymonina, ModeJolina czy po prostu Jola, Jolka, Jolcia, Jolina (wersja mojej mamy), Myszka, mama, mamusia... jak by mnie nie nazwać to i tak mam słowotok i pisotok i to się chyba nigdy nie zmieni :D
Na koniec mam dla Was parę fotek moich ostatnich prac :)

podkładki pod filiżanki sztuk 8 plus podstawka :) 

Spineczki słoneczniki, wykonane - uwaga - na specjalne zamówienie do ślubnej fryzury


Bransoletka charms


słodkie broszki :)



a tutaj kolejna książkowa bransoletka, tym razem Gra o Tron :)

Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :)
Ściskam Was mocno i zapraszam, zapraszam, zapraszam do siebie :)
Buziaki!!!

poniedziałek, 25 lipca 2016

Wszystko na raz - a kto dotrwa do końca ten się dowie, jakie są wyniki candy :D

Witajcie kochani!
Jak raz na miesiąc, to raz na miesiąc. Chciałabym częściej a tu proszę, wygląda na to, że umiejętność dobrej organizacji czasu nie była mi dana :)

Ale czas w trakcie mojej nieobecności pożytkowałam pięknie.
Byłam w górach. Pisałam już o tym w zeszłym roku, napiszę i teraz... jakby ktoś mi zaproponował do wyboru dwa tygodnie w nadmorskim kurorcie lub weekend w zwykłym pokoiku w górach - wybrałabym to drugie. po prostu je kocham. I zdecydowanie zbyt rzadko w nich bywam.
W tym roku wybraliśmy Sudety, a konkretnie Rudawy. Odwiedziliśmy wąwóz i wodospad Kamieńczyka, napoiliśmy się przepięknymi widokami ze Śnieżki, zwiedziliśmy przepiękną, norweską świątynię Wang, spacerowaliśmy po okolicznych lasach a na końcu odwiedziliśmy piękne miejsce: pozostałości po starych niemieckich kopalniach, w których utworzyły się cudne, kolorowe jeziorka :) Miś był na prawdę świetny i dziarsko maszerował z nami na swoich czteroletnich nóżkach. A jak już rozbolały to jeździł na baranie ;)
Nie chciałam Was zasypywać zdjęciami... ale nie dało się :D







To były piękne dni, po prostu piękne dni, la lalala... :D
Drugą zaległą rzeczą, o której miałam Wam już mówić z tysiąc razy to - wstyd się przyznać - ale kurczę zawsze zapominam pochwalić się moją superwymianką z Bożenką z bloga Mam i ja !
Bożka jest absolutną mistrzynią decoupage, zrobiła dla mnie piękny chustecznik w kolorach które sama wybrałam - absolutny majstersztyk - a do tego w prezencie cudną herbaciarkę wypełnioną po brzegi zieloną herbatką w różnych smakach :) Mnie Bożenka poprosiła o kilka par słodkich kolczyków, a dodatkowo dostała słodką, modelinową babeczkę i coś na osłodę :)

Dostałam:


Wysłałam:


Bożenka, wybacz że dopiero teraz! Zajrzyjcie koniecznie do tej zdolnej istoty, bo warto!

Wczoraj w katowickim Nikiszowcu odbywał się odpust Babci Anny połączony z targami rękodzieła :)
Wzięłam w nim udział i ja. Wystawiłam trochę modelinowych słodkości, poznałam kilka świetnych osób, i choć żar lał się z nieba to atmosfera była wspaniała !  
      




Nooo ale już ja dobrze wiem, że najbardziej ciekawi Was to, kto wygrał rozdanie książkowo - babeczkowe :D
Specjalnie trzymałam Was w niepewności, gdybym napisała od razu to nie chciałoby się Wam oglądać reszty zdjęć a strasznie chciałam się z Wami podzielić tymi pięknymi chwilami :)
No więc już bez przedłużania. Jak zwykle losowało dziecię moje kochane.
Na blogu brało udział 17 osób:

Kinga C
Akrimeks
EDYTA L
Alicja
Sylwia
Anielique
Anita T.
Cytrulina
Etoile
mebelina
Ruda
raeszka
Anna Gerszendorf
KoralikiBeaty Beata
Ula K.
Joanna
Rękodzieło-art

a nagroda powędruje do

raeszki z bloga Na przekór nudzie :)

Gratuluję zwyciężczyni i proszę o kontakt mailowy na adres
tymonina.art@gmail.com

Życzę Wam spokojnej nocy i kolorowych snów!
Buziaki!

czwartek, 23 czerwca 2016

... słodko i papierowo, CANDY :)

Może tego nie widać, ale idę do przodu :)
Nie widać tutaj, na blogu, na facebooku trochę więcej, bo tam jest szybciej i łatwiej. 
Nigdy nie chciałam zrobić z bloga aukcji, wystawy ani po prostu miejsca, gdzie wrzucałabym zdjęcia kolejnych prac. Tutaj chciałabym też "sprzedać" trochę swoich myśli, uczuć, jakie wiążę z rękodziełem. Dlatego wolę, by pojawiał się jeden post na miesiąc (jak w ostatnim czasie, niestety) niż robić coś na szybciora :)
Pamiętacie Akademię Plasteliny? Ja pamiętam. Dokładnie pamiętam, kiedy zaczynałam pracę nad tą książką, jakie skrajne i sprzeczne uczucia temu towarzyszyły. Przede wszystkim był to strach przed nieznanym, który jednak po części mnie motywował :)
Niedawno zakończyłam pracę nad piątą już książką, a właściwie siódmą, z czego dwie robiłam na spółę z moją kochaną Wiolcią. Kolejny raz wtedy przekonałam się, że ja i ona to po prostu - przyjaźń. Ta z tych prawdziwych, która przetrwa sukcesy, porażki, wspólny biznes i marudzenie przez telefon choć tak na prawdę nic się nie dzieje :) Ale wracając do meritum - ostatnio dostałam egzemplarze kolejnych książeczek :)
I dziś przychodzę do Was z prezentem :) Ponieważ jestem na blogu rzadko, chciałabym, żebyście chociaż "coś z tego mieli" :D Znacie już pewnie moje słodkie przytrzymałki, proponuję więc Wam kochani candy książkowo - babeczkowe, bo zawsze to miło zjeść coś dobrego przy książce :D A ponieważ ta książka osadzona jest w temacie "zrób to sam" więc i babeczka jest na ozdobę :D Książki są dla dzieci, pokazałam w nich podstawy tak, aby każdy maluch skumał maksymalnie dużo :) Ale mogą być one również inspiracją do tworzenia swoich własnych, niepowtarzalnych dzieł !

Kto więc ma ochotę - piszcie komentarze i udostępnijcie u siebie podlinkowany baner :)
Oczywiście będzie mi bardzo miło, jeśli nowe osoby zostaną u mnie na dłużej :)

Można też wziąć udział w candy na facebooku - od razu zaznaczam, że aby było sprawiedliwie nagrody rozlosuję dwie, jedną facebookową i jedną na blogu :)
Losowanie 24 lipca :)


Na koniec - kto kibicuje?? Ja lubię piłkę nożną, ale oglądam tylko ważne mecze, więc mistrzostwa Europy to dla mnie nie lada gratka :) Te wszystkie towarzyskie to nie dla mnie :D
A ponieważ każda kobieta lubi mieć strój i dodatki na KAŻDĄ okazję - kolczyki z logiem EURO 2016 musiałam, po prostu musiałam zrobić :)

Buziaki, ściskam Was i do następnego razu :D


piątek, 20 maja 2016

pracowałam i tworzyłam...

... a teraz będę się Wam chwalić :) Mam za sobą kawał roboty. A przed sobą kolejny kawał roboty i okrągły jubileusz - za kilka dni kończę 30 lat! Jeszcze kilka lat temu, choć bardzo się starałam i miałam przeróżne wizje - moja wyobraźnia nigdy nie otarła się nawet o moją obecną rzeczywistość.
 Nie widziałam siebie piszącej bloga, siedzącej po uszy w rękodziele, kręcącej tyłkiem na cotygodniowej zumbie i słuchającej, jak pięknie czyta mój czteroletni syn :D
Wniosek jest taki: nie ma co myśleć zbytnio o przyszłości, bo to tajemnica której nie zna nikt.
Trzeba upiększać i dbać o teraźniejszość, dopieszczać każdą chwilę, korzystać z okazji, całować się z mężem, przytulać dziecko, poszerzać horyzonty i z umiarkowaną nutą egoizmu pozwolić sobie na odpoczynek i rozwój. I jeść mnóstwo słodyczy :D
A kto nie lubi jeść - może mieć na ozdobę. Pokażę Wam moje słodkie przytrzymały - troszkę odnowione :)

bliźniaczki

malinka

mam też na uszko:

a jakby tak ktoś nie lubił muffinek...

no i?
mam nadzieję, że trochę osłodziłam Wam dzisiejsze popołudnie :))
Ściskam Was! :*

wtorek, 5 kwietnia 2016

Torty, torciki :)

Jakiś czas temu - jakieś 1,5 roku - nauczyłam się piec biszkopt. 
Wcześniej płakać mi się chciało na samą myśl o zmarnowanych jajkach. Zakalec za zakalcem. 
Postawiłam więc na ciasto kruche i długo na nim poprzestawałam. 
Ale ostatecznie postanowiłam, że nauczę się choćby nie wiem co!
I miałam szczęście, bo znalazłam przepis na idealny, rzucany biszkopt, który wychodzi zawsze i za każdym razem tak samo puszysty i pyszny. Oczywiście na początku się zdenerwowałam, jak można się tak z ludzi nabijać i kazać ciastem rzucać... ale ostatecznie nikt sobie ze mnie jaj nie robił :D
Podzielę się z Wami przepisem - może ktoś skorzysta?


Biszkopt na tortownicę 24 cm:
Składniki:
5 jajek
3/4 szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków

Przygotowanie (tak samo proste, jak lista składników :)
Białka oddzielamy od żółtek. Obie mąki przesiewamy do miseczki. Szykujemy cukier w osobnej szklance.
Zaczynamy ubijać mikserem białka ze szczyptą soli, na najwyższych obrotach. Gdy białka są już zupełnie sztywne, wciąż miksując zaczynamy wsypywać po łyżce cukru, powoli, tak by cały zdążył się rozpuścić. Gdy cały cukier jest już wsypany, nie przestając miksować wrzucamy po jednym żółtku. Na koniec zwalniamy obroty miksera i powoli wsypujemy mąkę. Masa powinna być gęsta i puszysta.
Przelewamy do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do ok 170 stopni. Pieczemy 20 - 30 minut, zależy od piekarnika. W międzyczasie szykujemy sobie ręcznik złożony na 4 na podłodze obok piekarnika ;) Gdy biszkopt bardzo urośnie a góra się zrumieni można badać patyczkiem, czy już. Jeśli patyczek jest suchy, łapiemy tortownicę przez rękawicę, i z wysokości kolan spuszczamy tortownicę na ręcznik. Można rzucić dwa razy :)
Biszkopt tylko się wyrówna, nie opadnie już potem nawet o pół centymetra :) Wierzcie mi, piekłam już takich ze sto :D

Nie mam zdjęcia żadnego tortu ani tortowego ciastka... bo zanim się zorientuję, że miałam zrobić zdjęcie to już są zjedzone :D
Ale mam dla Was różany torcik z modeliny - moje ostatnie modelinowe wypieki do uszu :)


Buziaki!

niedziela, 13 marca 2016

Świątecznie :)

Wreszcie przysiadłam do laptopa i pokażę Wam, co umodziłam :)
A trochę tego jest i błagam, nie bądźcie surowi, bo wszystko to debiuty :)
Na pierwszy ogień modelinka - obiecałam sobie, że znajdę jej zastosowanie wszędzie! No i proszę, wielkanocne jajo, stojące, drewniane, pociągnięte miętową farbą z ozdobami z modeliny :)

Ponieważ uwielbiam gąski jako motyw świąteczny, ozdobiłam także gęś ;) Jest drewniana, na podstawce. Pomalowałam ją na biało, domalowałam oko i dziobek, a na koniec "uszyłam" jej z modeliny fartuszek :)
Jak Wam się podoba?

A teraz szał totalny. Ostatnio przypadkiem usłyszałam o metodzie decoupage na żelazko. Myślę sobie kurde, na jakie zaś żelazko! Znalazłam u wujka google to, co chciałam, spróbowałam... No i szał totalny! Można w prosty sposób przykleić duże elementy bez zmarszczek i problemu :) Pojechałam z pisankami, zawieszkami, normalnie jedno za drugim, i za każdym razem jak mi wychodziło to się śmiałam jak dziecko i kręciłam z podziwem głową :D Oczywiście z podziwem nad tym, co to wykombinował, nie nad sobą ;)
Nie czuję się w kompetencji pokazywać Wam krok po kroku, jak to zrobić, bo to nie mój pomysł, ale tu macie linka gdzie znalazłam świetnie opisany kursik:

A tutaj moje decoupage żelazkowe:
 


Było tego więcej, ale porozdawałam hihihi :D

Na koniec kochani - wianki. Wianki uwielbiam, zwłaszcza białe ratanowe, przystrojone wedle uznania. Nigdy wcześniej ich nie robiłam więc pewnie przedobrzyłam, albo dałam czegoś za mało. Ale za to kolorki milusie i wesołe :)
nr 1
nr 2

nr 3 z wiszącym domkiem ozdobionym serwetką metodą na żelazko hyhyhy
 
Zapomniałam zrobić zdjęcia z boku, zobaczylibyście, że ta rolka, która pełni rolę gniazdka, jest z zewnątrz ozdobiona takim samym motywem jak domek :) Zrobiłam ją z zużytej rolki po taśmie dwustronnej, zawsze końcówka zostaje przytwierdzona do rolki, więc to wykorzystałam i przykleiłam serwetkę :) Środek pomalowałam na biało :)
Ot i tyle u mnie dziś świąt :D
Chciałam Wam dozować te nowości, ale ten tydzień przeznaczam na mycie okien, porządki w szafie, i inne tego typu dyrdymały, bo Wielki Tydzień to już dla mnie okres ściśle przedświąteczny, który staram się przeznaczyć na kontemplację całej istoty Świąt :)
Pozdrawiam Was serdecznie, ściskam i życzę Wspaniałego, owocnego, zdrowego i radosnego tygodnia :)
Buziaki!