poniedziałek, 2 października 2017

październik

Jesień zawitała. Na początku trochę deszczowa, a teraz chwali się słonkiem i coraz większą gamą kolorów na drzewach. Będę się powtarzać... ale kocham ten czas. Ma w sobie magię. W zasadzie to każdą porę roku kocham za co innego, i nie mogę powiedzieć, że jesień jest moją ulubioną ;) Ale faktem jest, że to wyjątkowa pora, pełna szeleszczących liści, ciepłego światła świec i cudownych spacerów :) 

W tym roku dodatkowo jesień przyniosła mi nową inspirację. Postanowiłam odpocząć trochę od mojej kochanej modeliny. Zrobiłam z przyjaciółką burzę mózgów, i to właśnie ona wpadła na pomysł, którego złapałam się jak tonący brzytwy... tak, było aż tak źle! Potrzebowałam tworzyć a do modeliny nie potrafiłam się zabrać. No i dostałam impuls - drewniane domki :) Nawet się nie zastanawiałam. Mój mąż to złota rączka, od razu wiedziałam, kto mi je wytnie :) W głowie zakotłowało mi się od pomysłów, widziałam zimę, święta, te wszystkie przepiękne wzory, którymi mogę ozdobić domeczki :)
Popatrzcie na pierwsze z nich :





Nie chciałam się skupiać wyłącznie na zimie, bo to jeszcze nie ten czas! Choć już przebieram nogami ;)
Jak Wam się podobają moje twory?

Aaa na koniec jeszcze obiecany przepis na śliwki! Przerobiłam w tym roku cztery kilo węgierek. Wyszło mi z tego kilka słoiczków, pewnie i tak będzie mało ;)
Ja moje śliwki robię tak:
Myję dokładnie, obieram ze skóry. Nie bójcie się kupować śliwek miękkich, dojrzałych. Są dużo słodsze od twardych i o wiele łatwiej się je obiera :) Z obranych śliwek wyjmuję pestki, kroję na ćwiartki i wrzucam do garnka. Na malutki ogniu puszczają sok szybko, możecie wsypać troszkę cukru, ale niewiele. Ja na 4 kg śliwek wrzuciłam może 6 łyżek cukru. Są naprawdę słodziutkie :) A teraz tajny składnik - do moich śliwek dodaję zawsze cynamonu. Wedle uznania oczywiście. Można też imbiru, a w tym roku zaszalałam i dorzuciłam jeszcze pół łyżeczki przyprawy korzennej do piernika. No mówię Wam, aromat i smak niesamowity :) Zazwyczaj śliwki gotuję dwa - trzy dni. Najpierw same z odrobiną cukru. Czekam aż wystygną, na drugi dzień wsypuję przyprawy i gotuję dwie godzinki. Trzeciego dnia redukuję sok i doprawiam już końcowo, jeśli czuję, że czegoś brakuje. Później na gorąco do słoików i dobrze zakręcam - jeśli słoiki są pewne to nakrętki złapią same, wekowania w garnku czy piekarniku :)
Takie korzenne śliwki pyszne są z twarogiem lub na świeżym pieczywie z masełkiem. Można też nimi potraktować biszkopt pod krem - w zeszłym roku robiłam tort śmietankowy i użyłam tych śliweczek, smakował świetnie :) Polecam Wam z całego serca!

A teraz ściskam Was serdecznie i pozdrawiam cieplutko! 


niedziela, 18 czerwca 2017

czerwiec...

 Czerwiec już od dwóch tygodni, ale lata nie widać. Szukam go więc w słoikach :) A właściwie nie szukam, ale wkładam do słoików dżemy i kompociki. Sezonowe owoce to skarb który absolutnie należy docenić i zawekować na długie zimowe wieczory (choć u mnie już dwa słoiki świeżego dżemu "pękły" do naleśników).

Dżem truskawkowy to absolutny banał - myję truskawki, obieram z szypułek, kroję na kawałki i wrzucam do garnka. Zasypuję cukrem (na oko, ale nie za dużo) i gotuję na maleńkim ogniu, aż zupełnie odparują. Nie używam żelatyny, choć kolejną partię zamierzam zrobić z dodatkiem agaru - takiej roślinnej "żelatyny" :) Aby wiedzieć, czy dżem jest już odpowiednio gęsty zestawiam z ognia i zostawiam do ostygnięcia. Tak naprawdę dopiero na zimno będzie wiadomo czy jest dobry, gorący zawsze wydaje się rzadszy :) Jeśli jest ok - zagotowuję go i gorący wkładam do słoików, które później szczelnie zakręcam i ustawiam na ścierce zakrętką do dołu, żeby dobrze "złapały" :)
Można się pokusić o różne dodatki, jedni dodają sok z cytryny, można też robić ekodżemy z ksylitolem - brzozowym cukrem - zamiast zwykłego, białego cukru lub dodać ziarna chia, które mają tę właściwość, że pęczniejąc tworzą taki jakby żelowy kisiel.. Do tego są bardzo zdrowe :)


Lato to również biżuteria, lody obowiązkowo i pizza - bo w letnie wieczory cudownie jest zjeść pizzę na świeżym powietrzu :)

A to moja wersja ślubnego tortu na uszko :)

No i nutella... kto lubi? Jaaa! (choć niezdrowa;)

No i lody lodyyyy w różnych smakach :)



Postanowiłam, że przekwalifikuję troszkę mojego bloga. Zważywszy na to, że oprócz lepienia z modeliny uwielbiam gotować (choć daleko mi bardzo do profesjonalizmu), będę się Wam trochę chwalić tym, co upitraszę i podzielę się paroma fajnymi przepisami. Następnym razem dostaniecie ode mnie przepis na przepyszny dżem śliwkowy - mówię Wam, palce lizać :)
Uściski!!!



poniedziałek, 1 maja 2017

Kwiatowo, owocowo i słodko :)))

Kochani!
Zawładnął mną jakiś potworny kryzys twórczości. Dotychczas myślałam, że to niemożliwe, takie gwiazdorzenie... nic bardziej mylnego! Kilka miesięcy twórczego odrętwienia doprowadzało mnie już o szału! Potworne uczucie, chcieć tworzyć i jednocześnie czuć do tego niechęć i brak zapału. Brrr!
Myślałam, że to się nigdy nie skończy!
Ale na szczęście mam to - oby! - już za sobą :)))
Zaczęłam najbardziej optymistycznie, jak tylko mogłam - w głowie zaświtały mi motywy owocowo - kwiatowe :) Długo dojrzewały mi w głowie bransoletki, które zaraz Wam pokażę. Do wykonania tej owocowej zainspirował mnie mój kuchenny obrazek ;)) Do drugiej kwiaty, które kocham, choć w domu trzymać nie mogę bo moja alergia sięgnęła ostatnio zenitu. Dzięki niebiosom za modelinę! :)))




Na dzisiaj tyle. Chciałam tylko dać znać, że jestem. Wracam. Jeszcze nie całkiem wróciłam, ale wszystko jest na dobrej drodze :))) Kolejna lekcja pokory - nawet samego siebie i własnych odruchów i reakcji nie można być pewnym!
Czuję, że zaczyna się wypełniać luka, która przez ostatnie miesiące narastała w moim życiu :D 
Ściskam Was ciepło, słonecznie i optymistycznie! Buziaki!