czwartek, 1 września 2016

Znowu Harry na tapecie :)

Nie jest żadną tajemnicą fakt, że jestem wielką fanką Harrego Pottera. 
Uwielbiam ekranizację, jednak książki moim zdaniem nie mają sobie równych. Każdą część czytałam już kilka razy i często do nich wracam. Kocham po prostu!
Jakiś czas temu zostałam poproszona o wykonanie zakładki do książki z figurką Harrego Pottera, inspirowaną zakładkami znalezionymi w sieci. Już dawno temu spotkałam się z zakładkami do książek wykonanymi na drewnianych szpatułkach (jakby patyczki do lodów tylko większe ;) ) i jeśli chodzi o modelinę to są po prostu idealne. Doskonale można na nich umocować modelinową figurkę, są solidne i zdecydowanie cieńsze od drewnianych zakładek pod decoupage :)
Zaopatrzyłam się więc w wyżej wymienione szpatułki i zabrałam się do pracy. Oto, co udało mi się stworzyć :)


Oprócz figurek czwórki bohaterów - Harry`ego, Rona, Hermiony oraz Severusa Snape`a - wykonałam również zakładkę z pierwszą stroną Proroka Codziennego :) Kto jest w temacie - będzie wiedział :) Kto nie jest temu wytłumaczę, że Prorok Codzienny to taka Gazeta Wyborcza czarodziejów :)

Zakładki umieściłam w mojej ulubionej części Harrego :)
A z rozpędu zrobiłam jeszcze niezbędnik każdego, kto znajdzie się w kłopotach: W szklanym słoiczku znaleźć można Mapę Huncwotów, by wiedzieć, kto i gdzie się znajduje, czarną różdżkę - najsilniejszą ze wszystkich różdżek oraz garść proszku fiuu, by w razie czego ewakuować się kominkiem. Szkoda, że teraz w większości kaloryfery w domach i mieszkaniach :D

Każdemu, kto nie czytał, polecam. Ostatnio przekonałam moją mamę, żeby spróbowała chociaż pierwszą część przeczytać, bo wzbraniała się od lat. Pochłonęła całość w dwa tygodnie :) Są to książki z rodzaju tych, które przenoszą w zupełnie inny wymiar.

A teraz zmiana tematu. Podam Wam pierwszy powód, dla którego można kochać jesień :)
Jestem łasuchem i uwielbiam jeść :) Posiłki to dla mnie sprawa bardzo ważna, razem z moimi chłopakami celebrujemy wspólne posiłki, uważam, że to bardzo ważny element każdego dnia. Ale tak samo ważne jak towarzystwo jest również to, co znajduje się na talerzu. A na moim talerzu w okresie jesiennym bardzo często pojawia się pyszny, żółciutki, aromatyczny krem z dyni. Mniam!!!

Zrobić jest go bardzo łatwo, i każdemu, kto jeszcze nie próbował serdecznie polecam ten najprostszy z przepisów, do którego zawsze wracam. Mój pierwszy krem z dyni był właśnie taki :)
Potrzeba nam:
mała dynia
czerwona soczewica
czosnek
kurkuma
kozieradka
czarny pieprz lub czarnuszka
sól
jakiś chrupiący dodatek: groszek ptysiowy, grzanki, pestki dyni lub słonecznika

Dynię myjemy, kroimy na ósemki lub jak nam wygodniej. Łyżką wybieramy miąższ razem z pestkami. Wydrążone kawałki obieramy ze skóry, kroimy na małe kawałeczki, zalewamy wodą tak, aby przykryć dynię, solimy i stawiamy na gaz. Gdy woda z naszą dynią zaczyna się gotować dodajemy garść lub dwie uprzednio opłukanej soczewicy i kilka ząbków czosnku. Soczewica gotuje się szybko, dynia jeszcze szybciej. Jeśli zrobicie male kawałki to 20 minut wystarczy, żeby wszystko zmiękło. Doprawiamy kurkumą, kozieradką, pieprzem i solą. Dynia jest słodka, więc by zupka nie wyszła nam mdła należy ją porządnie doprawić :) Na koniec blendujemy na krem. Przeważnie po zmiksowaniu zupka staje się łagodniejsza, więc często wymaga ponownego doprawienia :)
Taka zupka to samo zdrowie. Kurkuma i kozieradka rozgrzewają i wzmacniają odporność, jeśli dodacie czarnuszkę to jeszcze bardziej wzbogacicie wartości zupy. Soczewica to zdrowa porcja białka. 
A potem to już można zacząć eksperymenty. Można dodać cieciorkę zamiast soczewicy. Zrobić wersję z kokosowym mlekiem, ziemniakami lub większą ilością warzyw. Wedle uznania :)
Nie jestem najlepszym fotografem, ale podzielę się z Wami:


Kochani mam nadzieję, że zainspirowałam Was tym postem. I do czytania, i do jedzenia :)
Buziaki i do zobaczenia znów!