poniedziałek, 21 listopada 2016

Rękodziecka ciąg dalszy :)

Witajcie kochani!
Zabrałam się dziś za pisanie posta, i miałam zacząć: za oknem szary listopad. A wcale nie :D
Dziś słonko świeci pięknie, na dworze ciepło, halny wieje. Wiele z nas zamiast cieszyć się piękną pogodą zmaga się z bólem głowy - takie uroki halnego!
Ale ja postanowiłam dziś ociekać optymizmem :) I Was nim zarazić!
Otóż przychodzę do Was z pomysłem. Może jest kilkoro z Was którzy pamiętają RĘKODZIECKO, czyli akcję tworzenia rękami razem z dziećmi i dla dzieci :)
Wiele osób powie - nie zawsze jest czas, nie ma kiedy, ja nie mam talentu... a wcale nie! (już drugi raz użyłam dziś tego powiedzenia hihi). Powiem Wam, że ostatnio roboty mam pełne ręce. Szykują się świąteczne targi, więc moje ręce lepią i lepią, szykuje się kolejna książka więc aparat bez przerwy ładuje baterie. Atakują nas zarazy, świąteczne porządki już się zaczynają, poza tym sami wiecie, jak wygląda codzienność, zawsze coś. Ale w międzyczasie zawsze jest jakieś 15 minut czy pół godziny na zrobienie np... pizzy z masy solnej dla naszych maluchów! Cała masa radości przy tworzeniu, jeszcze więcej przy zabawie! Jest również genialnym pomysłem na prezent :)



Masę solną robiłam tak:
pół szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki soli
pół szklanki wody (lub trochę więcej, sami zadecydujecie)

Zrobiliśmy z Misiem spód i malowaliśmy czerwoną plakatówką. Rant zawinęłam i przejechałam niedbale jasnobrązową farbą. Z czystej masy solnej zrobiliśmy mozarellę, trochę masy zmieszałam z czerwoną farbką tak, by uzyskać różowy kolor. Potem rozwałkowaliśmy, pocięliśmy na paseczki i rozrzuciliśmy jako szynkę. Na koniec niedbałe kulki lekko podziobane wykałaczką i pomalowane zieloną farbą - brokuły. Wszystkie elementy malowane były "na mokro", przed upieczeniem. Dodatkowo obsypałam pizzę prawdziwym oregano - fajnie wygląda i w dodatku pięknie pachnie! A potem do piekarnika. No i jak? Zabawa w dostawcę pizzy to genialna sprawa, mówię Wam :) Nasza pizza została podarowana w prezencie małemu solenizantowi, który polubił ostatnio zabawę w kucharza. Ale Miś już wymusił obietnicę, że i jemu taką zrobimy :)

Jak Wam się podoba ta masosolna wariacja na temat Rękodziecka? :)
Mi bardzo!
Chciałabym Wam jeszcze pokazać moje świąteczne ulepki. Okres bożonarodzeniowy to najpiękniejszy czas w roku jak dla mnie! Dlatego cudownie mi się tworzy te wszystkie rzeczy. Zobaczcie:




do tego zakładki do książek, myślę, że każdy mały czytelnik polubiłby taką!



To już wszystko na dziś!
Ściskam Was listopadowo!

czwartek, 13 października 2016

Z modeliny można wszystko :)

Witam Was moi drodzy! Jak Wasze zdrówko? U nas posypały się choróbska, cóż, zaczęło się niestety :) Mam nadzieję, że zdrówko Wam dopisuje!
Z modeliny można wszystko - to ostatnio moje motto. Tak właściwie to ostatnio zaczęłam obklejać nią wszystko :) Czasem efekty są... no cóż, godne pożałowania, ale często serio są udane!
Powiem Wam szczerze, że biżuteria mi już zdecydowanie nie wystarcza. Zdobię szklanki (jak ten świecznik w sweterku w ostatnim poście), łyżeczki, pudełka i wiele innych. Jakiś czas temu pokazałam Wam zakładki do książek z Harrym Potterem, inspirowane zakładkami znalezionymi w sieci. Patent z zakładkami zrobionymi z drewnianych szpatułek kosmetycznych (albo też lekarskich) nie jest mój. Ale wyjątkowo przypadł mi do gustu! Szpatułki są cieńsze niż drewniane bazy do zdobienia metodą decoupage, dzięki temu nie niszczą książek, i wystarczająco duże i długie, by zakładka była widoczna i dobrze się trzymała :)
Postanowiłam więc trochę poszaleć i zaczęłam je robić. Ma to też praktyczne wytłumaczenie - cóż, po prostu aby wykonać pierwsze zakładki musiałam kupić całe opakowanie szpatułek :D No i co ja mam teraz, wszystkim sąsiadom gardło badać co rano? :D Muszę je na coś zużyć :D
Pokażę Wam ciasteczkowego potwora - mojego ulubieńca!

 Ciasteczkowy wystaje mi z przepiśnika, pasuje tam idealnie!
A tutaj mam coś dla wszystkich szydełkowców - sama na szydełku umiem zrobić tylko prostą, okrągłą serwetkę, ale niektórzy tworzą na szydełku prawdziwe cuda! Chyląc czoła mogę tylko... ubrać im szydełka :D

No i jak? Dla tych, którzy tworzą szydełkiem, może to być miła alternatywa dla zwykłego, metalowego :)

Żegnam się już z Wami, i życzę pięknego, słonecznego dnia! (u mnie właśnie taki się zapowiada) :)
Buziaki!

poniedziałek, 10 października 2016

kochana jesień!

Kochana, złota, polska jesień. Może nie jest aż tak złota, za oknem ponuro, ale i tak ją kocham :)
Za: dynie, długie wieczory, lampki, lampiony i świeczki, za chłodne, świeże poranki, za moją zieloną kurtkę, którą wreszcie mogę nosić, za kasztany, którymi bawiłam się w tym roku w jarzynowy sklep, za spacery po szeleszczącym lesie no i za halloween, które uwielbiam :) Niekoniecznie celebruję, ale uwielbiam twórczość dyniowo - pająkowo - lampionową :)
W tym roku planuje małe kinderparty z okazji halloween - może się uda, patrząc na frekwencję w przedszkolu i choróbska panujące wokół to nie ma nigdy nic pewnego :)
Ale nadzieja umiera ostatnia!
A teraz pokażę Wam kilka moich wariacji na temat dyniowych straszydeł:

 pajączki już z zmierzają na imprezę :D

Frankenstein dziś dość sympatyczny :)

 dynie miały straszyć... ale same jakieś wystraszone!

A na koniec - pamiętacie zeszłoroczne lampiony w sweterkach? Tym razem też poubierałam moje lampioniki, tylko wzorek troszkę zmieniłam :)

Ściskam Was ciepło i jesiennie :)
Buziaki!

czwartek, 1 września 2016

Znowu Harry na tapecie :)

Nie jest żadną tajemnicą fakt, że jestem wielką fanką Harrego Pottera. 
Uwielbiam ekranizację, jednak książki moim zdaniem nie mają sobie równych. Każdą część czytałam już kilka razy i często do nich wracam. Kocham po prostu!
Jakiś czas temu zostałam poproszona o wykonanie zakładki do książki z figurką Harrego Pottera, inspirowaną zakładkami znalezionymi w sieci. Już dawno temu spotkałam się z zakładkami do książek wykonanymi na drewnianych szpatułkach (jakby patyczki do lodów tylko większe ;) ) i jeśli chodzi o modelinę to są po prostu idealne. Doskonale można na nich umocować modelinową figurkę, są solidne i zdecydowanie cieńsze od drewnianych zakładek pod decoupage :)
Zaopatrzyłam się więc w wyżej wymienione szpatułki i zabrałam się do pracy. Oto, co udało mi się stworzyć :)


Oprócz figurek czwórki bohaterów - Harry`ego, Rona, Hermiony oraz Severusa Snape`a - wykonałam również zakładkę z pierwszą stroną Proroka Codziennego :) Kto jest w temacie - będzie wiedział :) Kto nie jest temu wytłumaczę, że Prorok Codzienny to taka Gazeta Wyborcza czarodziejów :)

Zakładki umieściłam w mojej ulubionej części Harrego :)
A z rozpędu zrobiłam jeszcze niezbędnik każdego, kto znajdzie się w kłopotach: W szklanym słoiczku znaleźć można Mapę Huncwotów, by wiedzieć, kto i gdzie się znajduje, czarną różdżkę - najsilniejszą ze wszystkich różdżek oraz garść proszku fiuu, by w razie czego ewakuować się kominkiem. Szkoda, że teraz w większości kaloryfery w domach i mieszkaniach :D

Każdemu, kto nie czytał, polecam. Ostatnio przekonałam moją mamę, żeby spróbowała chociaż pierwszą część przeczytać, bo wzbraniała się od lat. Pochłonęła całość w dwa tygodnie :) Są to książki z rodzaju tych, które przenoszą w zupełnie inny wymiar.

A teraz zmiana tematu. Podam Wam pierwszy powód, dla którego można kochać jesień :)
Jestem łasuchem i uwielbiam jeść :) Posiłki to dla mnie sprawa bardzo ważna, razem z moimi chłopakami celebrujemy wspólne posiłki, uważam, że to bardzo ważny element każdego dnia. Ale tak samo ważne jak towarzystwo jest również to, co znajduje się na talerzu. A na moim talerzu w okresie jesiennym bardzo często pojawia się pyszny, żółciutki, aromatyczny krem z dyni. Mniam!!!

Zrobić jest go bardzo łatwo, i każdemu, kto jeszcze nie próbował serdecznie polecam ten najprostszy z przepisów, do którego zawsze wracam. Mój pierwszy krem z dyni był właśnie taki :)
Potrzeba nam:
mała dynia
czerwona soczewica
czosnek
kurkuma
kozieradka
czarny pieprz lub czarnuszka
sól
jakiś chrupiący dodatek: groszek ptysiowy, grzanki, pestki dyni lub słonecznika

Dynię myjemy, kroimy na ósemki lub jak nam wygodniej. Łyżką wybieramy miąższ razem z pestkami. Wydrążone kawałki obieramy ze skóry, kroimy na małe kawałeczki, zalewamy wodą tak, aby przykryć dynię, solimy i stawiamy na gaz. Gdy woda z naszą dynią zaczyna się gotować dodajemy garść lub dwie uprzednio opłukanej soczewicy i kilka ząbków czosnku. Soczewica gotuje się szybko, dynia jeszcze szybciej. Jeśli zrobicie male kawałki to 20 minut wystarczy, żeby wszystko zmiękło. Doprawiamy kurkumą, kozieradką, pieprzem i solą. Dynia jest słodka, więc by zupka nie wyszła nam mdła należy ją porządnie doprawić :) Na koniec blendujemy na krem. Przeważnie po zmiksowaniu zupka staje się łagodniejsza, więc często wymaga ponownego doprawienia :)
Taka zupka to samo zdrowie. Kurkuma i kozieradka rozgrzewają i wzmacniają odporność, jeśli dodacie czarnuszkę to jeszcze bardziej wzbogacicie wartości zupy. Soczewica to zdrowa porcja białka. 
A potem to już można zacząć eksperymenty. Można dodać cieciorkę zamiast soczewicy. Zrobić wersję z kokosowym mlekiem, ziemniakami lub większą ilością warzyw. Wedle uznania :)
Nie jestem najlepszym fotografem, ale podzielę się z Wami:


Kochani mam nadzieję, że zainspirowałam Was tym postem. I do czytania, i do jedzenia :)
Buziaki i do zobaczenia znów!