poniedziałek, 1 maja 2017

Kwiatowo, owocowo i słodko :)))

Kochani!
Zawładnął mną jakiś potworny kryzys twórczości. Dotychczas myślałam, że to niemożliwe, takie gwiazdorzenie... nic bardziej mylnego! Kilka miesięcy twórczego odrętwienia doprowadzało mnie już o szału! Potworne uczucie, chcieć tworzyć i jednocześnie czuć do tego niechęć i brak zapału. Brrr!
Myślałam, że to się nigdy nie skończy!
Ale na szczęście mam to - oby! - już za sobą :)))
Zaczęłam najbardziej optymistycznie, jak tylko mogłam - w głowie zaświtały mi motywy owocowo - kwiatowe :) Długo dojrzewały mi w głowie bransoletki, które zaraz Wam pokażę. Do wykonania tej owocowej zainspirował mnie mój kuchenny obrazek ;)) Do drugiej kwiaty, które kocham, choć w domu trzymać nie mogę bo moja alergia sięgnęła ostatnio zenitu. Dzięki niebiosom za modelinę! :)))




Na dzisiaj tyle. Chciałam tylko dać znać, że jestem. Wracam. Jeszcze nie całkiem wróciłam, ale wszystko jest na dobrej drodze :))) Kolejna lekcja pokory - nawet samego siebie i własnych odruchów i reakcji nie można być pewnym!
Czuję, że zaczyna się wypełniać luka, która przez ostatnie miesiące narastała w moim życiu :D 
Ściskam Was ciepło, słonecznie i optymistycznie! Buziaki!

poniedziałek, 21 listopada 2016

Rękodziecka ciąg dalszy :)

Witajcie kochani!
Zabrałam się dziś za pisanie posta, i miałam zacząć: za oknem szary listopad. A wcale nie :D
Dziś słonko świeci pięknie, na dworze ciepło, halny wieje. Wiele z nas zamiast cieszyć się piękną pogodą zmaga się z bólem głowy - takie uroki halnego!
Ale ja postanowiłam dziś ociekać optymizmem :) I Was nim zarazić!
Otóż przychodzę do Was z pomysłem. Może jest kilkoro z Was którzy pamiętają RĘKODZIECKO, czyli akcję tworzenia rękami razem z dziećmi i dla dzieci :)
Wiele osób powie - nie zawsze jest czas, nie ma kiedy, ja nie mam talentu... a wcale nie! (już drugi raz użyłam dziś tego powiedzenia hihi). Powiem Wam, że ostatnio roboty mam pełne ręce. Szykują się świąteczne targi, więc moje ręce lepią i lepią, szykuje się kolejna książka więc aparat bez przerwy ładuje baterie. Atakują nas zarazy, świąteczne porządki już się zaczynają, poza tym sami wiecie, jak wygląda codzienność, zawsze coś. Ale w międzyczasie zawsze jest jakieś 15 minut czy pół godziny na zrobienie np... pizzy z masy solnej dla naszych maluchów! Cała masa radości przy tworzeniu, jeszcze więcej przy zabawie! Jest również genialnym pomysłem na prezent :)



Masę solną robiłam tak:
pół szklanki mąki pszennej
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki soli
pół szklanki wody (lub trochę więcej, sami zadecydujecie)

Zrobiliśmy z Misiem spód i malowaliśmy czerwoną plakatówką. Rant zawinęłam i przejechałam niedbale jasnobrązową farbą. Z czystej masy solnej zrobiliśmy mozarellę, trochę masy zmieszałam z czerwoną farbką tak, by uzyskać różowy kolor. Potem rozwałkowaliśmy, pocięliśmy na paseczki i rozrzuciliśmy jako szynkę. Na koniec niedbałe kulki lekko podziobane wykałaczką i pomalowane zieloną farbą - brokuły. Wszystkie elementy malowane były "na mokro", przed upieczeniem. Dodatkowo obsypałam pizzę prawdziwym oregano - fajnie wygląda i w dodatku pięknie pachnie! A potem do piekarnika. No i jak? Zabawa w dostawcę pizzy to genialna sprawa, mówię Wam :) Nasza pizza została podarowana w prezencie małemu solenizantowi, który polubił ostatnio zabawę w kucharza. Ale Miś już wymusił obietnicę, że i jemu taką zrobimy :)

Jak Wam się podoba ta masosolna wariacja na temat Rękodziecka? :)
Mi bardzo!
Chciałabym Wam jeszcze pokazać moje świąteczne ulepki. Okres bożonarodzeniowy to najpiękniejszy czas w roku jak dla mnie! Dlatego cudownie mi się tworzy te wszystkie rzeczy. Zobaczcie:




do tego zakładki do książek, myślę, że każdy mały czytelnik polubiłby taką!



To już wszystko na dziś!
Ściskam Was listopadowo!

czwartek, 13 października 2016

Z modeliny można wszystko :)

Witam Was moi drodzy! Jak Wasze zdrówko? U nas posypały się choróbska, cóż, zaczęło się niestety :) Mam nadzieję, że zdrówko Wam dopisuje!
Z modeliny można wszystko - to ostatnio moje motto. Tak właściwie to ostatnio zaczęłam obklejać nią wszystko :) Czasem efekty są... no cóż, godne pożałowania, ale często serio są udane!
Powiem Wam szczerze, że biżuteria mi już zdecydowanie nie wystarcza. Zdobię szklanki (jak ten świecznik w sweterku w ostatnim poście), łyżeczki, pudełka i wiele innych. Jakiś czas temu pokazałam Wam zakładki do książek z Harrym Potterem, inspirowane zakładkami znalezionymi w sieci. Patent z zakładkami zrobionymi z drewnianych szpatułek kosmetycznych (albo też lekarskich) nie jest mój. Ale wyjątkowo przypadł mi do gustu! Szpatułki są cieńsze niż drewniane bazy do zdobienia metodą decoupage, dzięki temu nie niszczą książek, i wystarczająco duże i długie, by zakładka była widoczna i dobrze się trzymała :)
Postanowiłam więc trochę poszaleć i zaczęłam je robić. Ma to też praktyczne wytłumaczenie - cóż, po prostu aby wykonać pierwsze zakładki musiałam kupić całe opakowanie szpatułek :D No i co ja mam teraz, wszystkim sąsiadom gardło badać co rano? :D Muszę je na coś zużyć :D
Pokażę Wam ciasteczkowego potwora - mojego ulubieńca!

 Ciasteczkowy wystaje mi z przepiśnika, pasuje tam idealnie!
A tutaj mam coś dla wszystkich szydełkowców - sama na szydełku umiem zrobić tylko prostą, okrągłą serwetkę, ale niektórzy tworzą na szydełku prawdziwe cuda! Chyląc czoła mogę tylko... ubrać im szydełka :D

No i jak? Dla tych, którzy tworzą szydełkiem, może to być miła alternatywa dla zwykłego, metalowego :)

Żegnam się już z Wami, i życzę pięknego, słonecznego dnia! (u mnie właśnie taki się zapowiada) :)
Buziaki!

poniedziałek, 10 października 2016

kochana jesień!

Kochana, złota, polska jesień. Może nie jest aż tak złota, za oknem ponuro, ale i tak ją kocham :)
Za: dynie, długie wieczory, lampki, lampiony i świeczki, za chłodne, świeże poranki, za moją zieloną kurtkę, którą wreszcie mogę nosić, za kasztany, którymi bawiłam się w tym roku w jarzynowy sklep, za spacery po szeleszczącym lesie no i za halloween, które uwielbiam :) Niekoniecznie celebruję, ale uwielbiam twórczość dyniowo - pająkowo - lampionową :)
W tym roku planuje małe kinderparty z okazji halloween - może się uda, patrząc na frekwencję w przedszkolu i choróbska panujące wokół to nie ma nigdy nic pewnego :)
Ale nadzieja umiera ostatnia!
A teraz pokażę Wam kilka moich wariacji na temat dyniowych straszydeł:

 pajączki już z zmierzają na imprezę :D

Frankenstein dziś dość sympatyczny :)

 dynie miały straszyć... ale same jakieś wystraszone!

A na koniec - pamiętacie zeszłoroczne lampiony w sweterkach? Tym razem też poubierałam moje lampioniki, tylko wzorek troszkę zmieniłam :)

Ściskam Was ciepło i jesiennie :)
Buziaki!