czwartek, 24 lipca 2014

Ciasto czekoladowo - bananowe

Witajcie :)
Na początek chciałabym bardzo podziękować za Wasze komentarze, pozostawione pod moją małą baletnicą :D Super, że się spodobała, spróbuję też zrobić szczuplejszą, i jeszcze inną mam na myśli, i coś dla chłopców... Pomysłów mam masę, a to, że Wam się podoba - to najlepsza motywacja :D

Wszyscy już wiedzą, i żadna to tajemnica, że bardzo lubię lepić z modeliny te przysmaki, które lubię jeść :) Było rafaello, waniliowe torty, donuty z czekoladą i różne inne smakołyki.
A w mojej osiedlowej piekarni, gdzie zawsze kupuję pyszny chlebek, jest też ciasto bananowe. Mniam! Czekoladowe ciasto, świeże banany i śmietanowy krem. Mówię Wam - pycha :)
Upiec takiego nie umiem - w sumie, to są tylko dwa ciasta, które umiem piec, na pewno kiedyś przy okazji podam Wam przepis ;)
Więc ulepiłam taki modelinowy smakołyk w formie kolczyków :)








A dziś mam mały jubileusz blogowy - to mój setny post :D
A w czasie, gdy powstało te sto postów - przywędrowało do mnie 40 osóbek :)
Bardzo się z tego cieszę - jak zaczynałam, to marzyłam by mieć chociaż dziesięciu obserwatorów, a mam już cztery razy tyle!
Bardzo Wam dziękuję za to, że jesteście, zaglądacie do mnie i zostawiacie tyle ciepłych, miłych słów :) 
I właśnie z tej okazji dla Was dziś to ciacho ;)

Pozdrawiam Was serdecznie, i lecę Was poodwiedzać, póki jeszcze oka mi się same nie zamykają ;)
Dobranoc!

wtorek, 22 lipca 2014

Laleczki

Laleczki to sprawa trudna, lecz niebywale miła :)
Najtrudniejsze w lalach są oczka - oczywiście, przecież to one dodają im życia :)
Ja wykonałam ich niewiele, może trzy albo cztery, więc baaardzo daleko mi jest do jakiejś "wprawy"- ale staram się rozwijać w sobie jakieś wyczucie do tych małych, słodkich laleczek :)
Dziś przedstawiam kolejną :) Miała być zawieszka - mała baletnica :) W zamyśle miałam małą, pulchną baletniczkę z uroczo zagubionym, ale wesołym wzrokiem. Oczka lepiłam 7 razy - bez ściemy. Ale efekt bardzo mi się podoba. Nie są idealne, ale wszystko przede mną :) Chcieć to móc. Zaczynam pomalutku, drobnymi kroczkami uczyć się, jak oddać oczkami nastrój laleczek. Moja tancereczka wygląda tak :




 Czekam na Wasze komentarze, bo chciałabym tych wisiorków ulepić więcej, no ale najpierw muszę wiedzieć, czy się podoba ;)

Buziaki Wam przesyłam, i trochę wietrzyku - bo u mnie za oknem 28 stopni, ale wiatr wieje dość mocno, i cudnie chłodzi :) Pozdrawiam Was cieplutko, papa :)

niedziela, 20 lipca 2014

Wygrana w Alimakowym Happy Candy :)

Wczoraj moje niebo zyskało trzeci wymiar :)
Dokonałam odkrycia na miarę ogromną - jadąc z mężem i Misiem na działeczkę do teściów, zorientowałam się, że niebo ma trzy wymiary, a nie dwa :D
Zawsze jakoś te chmury przyklejone były do niebieskiego, a wczoraj... masa przepięknych obłoczków, jedne niżej, drugie wyżej... Ścigały się z wiatrem, i z nami, i aż się chciało wyciągnąć rękę i urwać kawałek - jak słodką cukrową watę :) 
Cudo! No i pięknie było, Miś wymoczył się w baseniku, aż się pomarszczył cały :D
I przez to, że nie było mnie wczoraj, dopiero dziś chwalę się moją wygraną w Szczęśliwym Candy na blogu Happy Alimak :) 
Zajrzyjcie tam kochani koniecznie, prowadząca go osóbka czaruje pięknymi zdjęciami, wspaniałymi myślami i ogromem ciepłej, pozytywnej energii :)
Pierwsze wygrane candy, i przeurocza nagroda - Ptaszorek wylądował u mnie w piątek :) Razem z Ptaszorkiem przyfrunęły do mnie dwie ziołowe i obłędnie pachnące paczuszki z przyprawami: w jednej cynamon - bez którego nie istnieję, a w drugiej zioła prowansalskie, które sypię prawie do wszystkich mięs :D No i kto powiedział, że telepatia nie istnieje? :D Kamilko - jeszcze raz bardzo Ci dziękuję :) Dobra, dość pisania - chwalę się :D

W kopercie znalazłam wesoło ozdobioną paczuszkę ...


a w niej - Ptaszorek :D


oraz ekologiczne przyprawy - na zdjęciu w stanie nienaruszonym, teraz już są pootwierane i sypię z nich hojnie do moich potraw :D 


Chciałam zagonić męża do wkręcania wieszadełka na ścianie... ale ostatnio mnie tknęło, i wykorzystałam mój piękny świecznik :) Wisi już na nim kilka cudeniek, które nastrajają mnie pozytywnie, i będę tam skrupulatnie wieszać wymiankowe prezenty i moje candy - wygrane :) Oczywiście, nie zmieszczą się wszystkie, no i nie każdą da się powiesić, ale mój Ptaszorek czuje się znakomicie wśród gałązek :D




No i tyle na dziś :) 
Życzę Wam pięknie spędzonej niedzieli, trochę chłodu w ten upalny dzień, no i trójwymiarowego nieba :D

piątek, 18 lipca 2014

Guzikowe bransoletki :)

Jakiś czas temu, w mojej ulubionej pasmanterii dorwałam piękne guziki :) Od ich różnorodności i kolorów dostałam gęsiej skórki i zawrotów głowy. Żeby nie zostawić majątku w pasmanterii, kupiłam szybko te, które najmocniej pokochałam, i odwróciłam wzrok od gabloty :)
Na pierwszy rzut oczywiście wzięłam miętowy - wiecie dziewuszki że ja mam ostatnio hopla na punkcie mięty :D
Postanowiłam moimi guzikami ozdobić bransoletki. Wykorzystałam do nich rzemień szyty i końcówki w kolorze starego złota - które też ostatnio uwielbiam.
Efekt - zobaczcie sami. Od razu mówię, że z miętową na razie się nie rozstaję, ale kocham wszystkie trzy :D

Ta jest cudna i najbardziej wyrazista


Ta jest najspokojniejsza, ale guziczek ażurkowy, wiec najbardziej zdobny, i dałam jej też ozdobne zapięcie :)


A oto moja miętówka - no czyż nie jest ten guzior uroczy? Wycałowałabym tych, co go zrobili, jakbym ich poznała!





A tu wszystkie w komplecie :)





Ot, takie sobie bransoletki. Ale mają swój urok. Bo te guziki cudne są! Muszę się przyznać, że od wewnętrznej strony widać przeszycia. Ale cicho, sza! Na ręce nie widać :D

Buziam Was pastelowo, miętowo i guzikowo :D

wtorek, 15 lipca 2014

Sunrise Festival i druga storczykowa :)

Kochani! Na początek bardzo przepraszam, że kontakt ze mną marny.
Już pomijając fakt, że jestem zakręcona, to jeszcze zamówionek troszkę, w domu zawsze jest co robić, 
Miś marudny i w piaskownicy by najchętniej zamieszkał - i tak właśnie mi leci czas ostatnio :)
Ale dziś od godziny - nie żartuję - 5:45 siedzę sobie i nadrabiam zaległości :)
A żeby udowodnić, że nie jestem leń i na laurach nie spoczęłam, chciałam Wam pokazać dziś ostatnie moje maleństwa :)
Gwoździem programu będzie dziś komplecik wykonany na Sunrise Festival :) Kto się wybiera? ;) Mnie nie są pisane już takie imprezy niestety - ale koleżanka koleżanki się wybiera, i zamówiła u mnie taki oto komplet :)
Wytyczne dostałam:
Kolczyki słoneczka ze słuchawkami, i bransoletka z takimż słonkiem, płytą winylową i słuchawkami.
Kolory dogadałyśmy razem - miętowo - biało - żółte :) Ja zaproponowałam okularki słoneczne na słonkach, no i logo festiwalu, oraz całą kompozycję bransoletki.
Oto ona razem z kolczykami:


Zapięta wygląda troszkę kanciasto, ale na ręce układa się świetnie :) Pierwszy raz robiłam łączenia na środku bransoletki z ogniwek, i na nich wieszałam zawieszki - i bardzo mi się spodobało to rozwiązanie, na pewno będę jeszcze z niego korzystać :)


Płyta to żadna rewelacja - ale to na prawdę trudny temat jeśli chodzi o wykonanie z modeliny :)


Znaczek - wydrukowany, zalany żelem fimo i oprawiony w modelinkę :)









I to tyle ze słonecznego kompletu :)
Teraz czas na kolejną filiżankę ze storczykiem. Ten temat już był, jeśli chcecie zobaczyć pierwszą, zapraszam TUTAJ :) Ta filiżanka jest większa, no i w fioletach :) Spodeczek w kształcie kwadratu, okleiłam modeliną po bokach. Uwielbiam storczykowy temat, niesamowicie fajnie mi się lepi te kwiatowe filiżanki :)



Tym razem z malutką dedykacją :)






Ach kochani, to oczywiście jeszcze nie koniec tego, co poczyniłam - ale zostawiłam to na kolejne posty :) Buziaki ogromne, teraz lecę Was poodwiedzać :)
Paa :)

czwartek, 10 lipca 2014

Trochę teorii, czyli mały - duży poradnik modelinowy :)

Witam kochani! Na początku dzisiejszego posta chciałam strasznie podziękować, że tu do mnie zaglądacie :) Dziewczynki, Wasze komentarze na prawdę dodają skrzydeł! Napisałam to już w komentarzu pod poprzednim postem, ale muszę jeszcze raz - serdeczne dzięki! Ja jestem bardzo krytycznie nastawiona do moich prac, a Wy zawsze macie dla mnie tyle fajnych, ciepłych słów, że gęba się śmieje i serce rośnie :D Aż się chce tworzyć dalej :)
No a dziś chciałam troszkę Wam opowiedzieć o modelinie i jej możliwościach :)
Wiem, sam tekst - troszkę nuda, ale może któraś z Was ma ochotę zabrać się za fimo, a nie orientuje się dokładnie co i jak. Sama nie uważam się za eksperta, ale coś tam już umodziłam i paroma informacjami mogę się pochwalić :)
 W zasadzie kiedyś myślałam, że lepiąc z modeliny idę na łatwiznę. Nie muszę wyrabiać tak jak masy solnej, nie muszę malować - bo kolory gotowe mam... I fakt, jest to duże ułatwienie. Ale potrzeba też trochę wprawy, dochodzenia do wszystkiego metodą prób i błędów... jestem samoukiem, sama uczyłam się wszystkiego - i jeszcze wiele przede mną :) Ale wiem już dosyć, żeby móc się z Wami podzielić ciekawostkami :)
Dobra, do rzeczy!

Na początek troszkę o modelinie fimo. 
Używam fimo, ponieważ moim zdaniem jest najlepsza. Dzieli się na kilka rodzajów: 

Fimo Classic używam zazwyczaj. Jest super bo można ją długo wyrabiać. Ale dla początkujących jest troszkę za twarda. 

Fimo Soft to troszkę łagodniejsze, jaśniejsze odcienie, i jest bardzo podatna - chwila wyrabiania w palcach i już jest mięciutka. Ale może to być zgubne - zbyt długie wyrabianie sprawia, że staje się lepka, i trzeba ją wtedy odłożyć i dać odpocząć.

Fimo Effect - to te, które dają różnorakie efekty: fosforyzujące, brokatowe, marmurkowe, transparentne, no i moje ulubione - pastelowe :) Pastelowe mają wspaniałe odcienie, ale uwaga - są bardzo miękkie, nawet bardziej niż fimo soft. Więc trzeba używać ich pewnie i stanowczo, nie wyrabiać zbyt długo.

A teraz parę ciekawostek:

Zaopatrując się w modelinę, zawsze warto kupić dwie, trzy kostki białej. Kolory fimo są bardzo mocne, soczyste. Żeby je stonować, rozjaśnić, zrobić z niebieskiego błękit czy z żółtego cytrynę - biała jest niezbędna. U mnie zawsze jest jej za mało :) 

Warto też zaopatrzyć się w jakieś narzędzia do modelowania, a także szczypce - płaskie i okrąglaki - moje są już wysłużone, ale je uwielbiam :) A poza tym w igły, wykałaczki, i różne inne cudeńka :)


Modelinę fimo wypiekamy przez pół godziny w temperaturze 110 stopni. Jeśli używacie innej modeliny - na opakowaniu zawsze musi pisać, jak długo i w jakiej temperaturze ją wypiekamy.

Wszystkie metalowe elementy, takie jak haczyki czy śrubki - na których potem będziemy wieszać nasze kolczyki czy zawieszki - przymocowujemy przed upieczeniem, i zapiekamy razem. Nic im się nie stanie. Jeśli zapomnimy - to po herbacie. Do upieczonej będzie trudno cokolwiek wbić. Z haczyków najlepiej wybrać takie małe wkręcane śrubki z oczkiem - dzięki gwintowi ze śrubki haczyk będzie się trzymał lepiej, gdyż modelina przy pieczeniu odrobinkę się kurczy, minimalnie zmniejsza objętość - więc zacieśni się na gwincie. Jeśli używamy zwykłych haczyków - po upieczeniu trzeba je odrobinę wysunąć, podkleić kropelką i szybko wcisnąć z powrotem. Bo inaczej z czasem mogą się wysunąć, i na biglu zostaną nam gołe haczyki.

Zawsze po upieczeniu gorąca modelina jest odrobinę miękka - to normalne. Po wystygnięciu stwardnieje. 

Lakier:

Modelina po upieczeniu jest wodoodporna, ale warto ją pokryć 1 - 2 warstwami lakieru. Ja używam takiego, firmy DARWI - jest świetny. 


Kwiaty, serca i tym podobne motywy - maluję lakierem z połyskiem, a modelinowe jedzonko czy lale - pokrywam satynowym. Po wyschnięciu matowieje, błyszczy się tylko odrobinę dzięki temu wszystko wygląda naturalnie - ale jest zabezpieczone :)

Uf, to na razie tyle :)
  
A teraz efekty specjalne. Długo sen z powiek spędzały mi polewy na modelinowych ciastach, nadzienia w modelinowych czekoladkach... Jak już powiedziałam, jestem samoukiem, a poza tym nie mam w otoczeniu nikogo, kto się zajmuje fimo. Więc nie miał mi kto podpowiedzieć, i długo zeszło, zanim znalazłam na allegro magiczny i wspaniały żel Fimo Liquid.


Jest to żel twardniejący pod wpływem temperatury. Można w nim zatapiać różności, mieszać z suchymi pastelami oraz z modeliną. Służy też jako łącznik do modeliny.

Jeśli połączymy Fimo Liquid ze sproszkowanymi suchymi pastelami, po prostu zmienimy jego kolor. Możemy wtedy takim kolorem wypełnić modelinową tartę z owocami, albo szklany pojemniczek. Sam żel jest dość rzadki.

Jeśli natomiast chcemy zrobić polewę na tort czy pączki, trzeba łączyć żel z modeliną. Wybrany kolor drobimy w palcach na kawałeczki, dolewamy żelu i patyczkiem ugniatamy i mieszamy tak długo, aż masa stanie się jednolita. Nie może być ani za rzadka, ani za gęsta - trzeba to wyczuć samemu :)

Po oblaniu modeliny żelową "polewą" najlepiej od razu włożyć ją do rozgrzanego piekarnika. Razem pieczemy jak samą fimo, przez pół godziny w 110 stopniach. Jeśli chcecie upiec sam żel, np. w szklanym pojemniczku - wtedy pieczemy go przez 20 minut w 130 stopniach.

Fimo Liquid jest niezwykle wydajny, mnie starcza jeden na kilka miesięcy :)

A teraz ostatni myk, który sama poznałam niedawno. Długo dojrzewałam, żeby go kupić. Przetestowałam go, i teraz mogę Wam o nim napisać, żeby Wam ułatwić sprawę :)
Krem koagulacyjny to tworzenia sztucznego jedzenia. SUPER !!!
Wygląda tak:





Na zdjęciu pokazałam go razem z kilkoma próbami wykorzystania go jako bitej śmietany czy lodów. Jest ekstra. Jest dość rzadki, ale gdy się go wyciśnie przez specjalne końcówki - nie traci kształtu. Po pół godzinie jego wierzchnia warstwa tężeje, a po 24 godzinach tężeje całkowicie. Nie twardnieje całkiem jak kamień, jest odrobinę elastyczny, tak jakby twarda guma - ale nie lepi się, i można spokojnie używać go zarówno do ozdób, jak i biżuterii. Tubka jest duża - 200 ml, starczy raczej na długo :) Kolorów do wyboru jest mnóstwo.

Przeprowadziłam doświadczenia i wiem, że: 

Po wyschnięciu jest wodoodporny

Mocno łapie się powierzchni, na którą się go wyciśnie, czyli sam się przykleja.

Można go upiec :D :D Miałam obawy, ale stwierdziłam, że raz kozie marchewka - i upiekłam go. Oczywiście był już całkowicie wyschnięty, czekałam chyba dwa dni od wyciśnięcia, żeby porządnie stężał ;) Nałożyłam odrobinę różowej polewy z Fimo Liquid, i upiekłam. Standardowo - pół godziny w 110 stopniach. Nic się nie stało, nie wybuchła, nie odkształciła się i nie rozpłynęła - więc sukces :) Na zdjęciu też go widać, ten jeden z różową polewą to właśnie ten upieczony :)

Z kremem niestety jeszcze nic nie ulepiłam, na razie odbyły się próby i eksperymenty. Ale mam nadzieję, że niebawem będę się Wam mogła pochwalić nowościami :)

Ojj, zabijecie mnie chyba za ten elaborat!!!

Ale trudno, jak już zaczęłam, to skończę. 
Postanowiłam, że przygotuję Wam mały kosztorys :)

Taki sobie zestaw, jeśli chcielibyście od razu mieć cały wypas:

5 KOSTEK MODELINY - w zależności, co chcielibyście robić. Jeśli ciastka - to biała, beżowa, brązowa i jakieś dwa ciekawe kolorki. Jeśli kwiaty, to biała i cztery różne kolory. Pamiętajcie o możliwościach, jakie niesie łączenie kolorów: jaskrawa zieleń i brąz da nam kolor oliwkowy, czerwony i niebieski da nam fiolet. Żółty i czerwony da nam pomarańczowy. Warto o tym pamiętać, zaoszczędzimy na modelinie :)

Więc od początku:

5 kostek modeliny                                  - ok 40zł
narzędzia do modelowania plastikowe    - ok 15 zł
Fimo Liquid                                           - ok 32 zł
Krem koagulacyjny biały                        - ok 15 zł
końcówki do kremu                               - ok 17 zł
pastele                                                   - ok 12 zł
szpilki i bigle                                          - ok  4 zł  
dodatki (perełki, koraliczki)                   - ok 10 zł
przesyłka - na allegro 
z powodzeniem kupimy to wszystko
w dwóch sklepach. Szukajcie tak, 
żeby zaoszczędzić na przesyłce              - ok 15 zł

RAZEM                                                OK 160 ZŁ

No i proszę. Nie jest to mało, niestety. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że narzędzia to jednorazowy wydatek, końcówki do kremu również, Fimo Liquid starcza na bardzo długo, kremu jest dużo - to jest na prawdę całkiem obiecujący zestaw, i mnóstwo świetnej zabawy :D 

Puk puk, kochani, wytrwaliście do końca? Jeśli tak, to znaczy że jednak coś tam ciekawego udało mi się napisać :D 
A i jeszcze jedno:

Dziewczynki Wy moje! Wszystkie, które tworzycie piękne anioły z masy solnej, koszyki z wikliny papierowej, cudne kartki okolicznościowe, notesy i przepiśniki, decoupage, hafty koralikowe, biżuterię z sutaszu i korali, biżuterię z kamieni szlachetnych i nieszlachetnych, wspaniałe kompozycje kwiatowe, lale, przytulanki i podusie, świeczniki i ozdobne pudełka, cudności na szydełku, wspaniałości z filcu, cudne, pełne uroku zdjęcia, Wy, które szyjecie, sklejacie, zaplatacie, komponujecie, wycinacie, lepicie, fotografujecie, ozdabiacie i ogólnie TWORZYCIE - JESTEŚCIE WSPANIAŁE!!! Podziwiam Was wszystkie razem - i każdą z osobna! Inspirujecie mnie, i zaglądanie do Was to sama przyjemność :) 

Przesyłam Wam ogromne buziaki i wielką ilość pozytywnej energii.
I obiecuję - to był mój pierwszy i ostatni tak nudny post :D
Buziaki!!!      

czwartek, 3 lipca 2014

Lego filiżanka :)

Witajcie kochani! Wpadłam dziś na chwilkę, żeby pokazać Wam kolejną filiżaneczkę, którą wykonałam na zamówienie :) 
Na filiżance miałam ulepić jedną z postaci z popularnych ostatnio wśród dziewczynek klocków "LEGO Friends".
Miałam duże obawy, bo zależało mi, aby uwidocznić detale, jakie mają laleczki. Do tego one mają takie słodkie buzie!!! Oczka mają namalowane, ale ja w mojej lali ulepiłam je z modeliny. Oto pierwowzór - wybrałam tę, którą wskazał paluszkiem mój synek, bo nie umiałam się zdecydować :D 



A oto moja wersja:

(pokazuję jak zwykle z każdej strony ;)

Lala ma namalowany tylko uśmiech. Chciałam też namalować kwiat na bluzeczce, ale zdecydowałam się go ulepić z modeliny - miałam pewność, że się nie rozmaże :) Oprócz tego ulepiłam jej "lego rączki"
i ten taki wihajster przy spódniczce, gdzie lala się zgina - żeby jak najbardziej upodobnić ją do figurki lego :)


Aby filiżanka nie wyglądała za pusto, podoklejałam do niej "klocki" ulepione z modeliny :)





Nad spodeczkiem też długo się zastanawiałam. Chciałam go jakoś ozdobić, ale nie wiedziałam, jak skomponować go z całością. Przejrzałam kilka fotek samych klocków, no i olśnienie - przecież mogę zrobić brzegi z klockowej "trawy" :) Przewałkowałam modelinę, wycięłam z niej paski, przykleiłam do brzegów spodka a potem w równych odstępach dokleiłam rozpłaszczone kuleczki - efekt bardzo mi się spodobał :)








Wiem, znów dużo zdjęć dałam :D Ale chciałam Wam pokazać ją dokładnie :D
Niebawem powędruje do swojej nowej właścicielki :)
Eh, kochani, czas lecieć do zajęć. Fajnie, że choć na chwilkę przysiadłem przy komputerze :) Jutro koniecznie muszę wyczarować sobie dwie godzinki i odwiedzić Was - straszne mam zawsze wyrzuty sumienia, jak Wam się chwalę i nie mam czasu, żeby przy okazji do Was zajrzeć - ale ostatnio, wierzcie, czuję jakby mi kto zamontował torpedę w... wiecie gdzie, a i tak nie wyrabiam ze wszystkim. A wiecie, że to straszne, ale jak już usiądę na chwilę bezczynnie to od razu mam wyrzuty sumienia!!! Ha, no cóż - będę odpoczywać zimą, jak wieczory dłuższe będą :D Albo kiedyś tam. Na razie nie czas na odpoczynek, tylko Bogu dziękować że zamówionka są, Miś chce się bawić i do piasku chodzić, i w domu zajęć masę - to znaczy, że jestem potrzebna na tym świecie, a to dla mnie jedno z najlepszych uczuć na  świecie :D

I tym oto refleksyjnym akcentem kończę i lecę :D
Buziaki ogromne dla Was !!! :*