sobota, 4 grudnia 2021

 Boże Narodzenie to mój czas. Nie tylko ze względu na klimat, cudowną energię, lampki, które rozwieszam wszędzie gdzie tylko się da, zapach pierników unoszący się w mieszkaniu. Boże Narodzenie to też najlepszy dla mnie okres w pracy. Czas, w którym to, co tworzę, w magiczny sposób napawa mnie ogromną radością. 

Na tapecie mam ogrom rzeczy. Guziki do torebek, ozdoby na kubki i słoiki które lepię z masy, ale równie mocno lubię szydełkować ozdoby ze sznurka, wiązać świąteczne makramy i komponować ozdobne, świąteczne wianki. 

Ale temat świąt na blogu postanowiłam rozpocząć od - nie mogłoby być inaczej - Harry`ego Pottera.

Nigdy nie uda mi się wyrosnąć z miłości do tych książek i ekranizacji. I, nie wiedzieć czemu, zawsze w czasie adwentu a potem w święta, sięgam po którąś z części lub włączam film. Porusza mnie i rozczula ich klimat. Na pamięć znam wiele dialogów z filmów, a książki przeczytałam po kilka razy, w tym raz całą serię na głos w ramach wieczornego czytania przed snem pociechom. 

Pierwsze zakładki do książek wykonałam z postaciami z Harry`ego Pottera, właśnie w okolicach świąt. I tak już się utarło: w ciągu roku robię je sporadycznie. W adwencie zaś zdarzało mi się wykonać ich kilkadziesiąt. Być może dlatego, że taka zakładka jest świetnym dodatkiem do książki, którą w ramach prezentu kładziemy pod choinką. A może dlatego, że tak bardzo kocham je robić! Jest to już swego rodzaju tradycja i rytuał, na biurku zawsze wtedy pojawiają się drewniane patyczki z wypalonymi imionami (najnowszy pomysł, lepszy efekt niż podpisywanie ręczne), wszystkie narzędzia, świąteczny kubek z kawą i laptop, w którym puszczam... no, wiadomo jaki film :)))  I ze wszystkich rzeczy, to je lubię robić chyba najbardziej :)












Niemniejszą frajdą jest pakowanie świątecznych ozdób.. Zawsze dopieszczam paczki, które wysyłam do klientów. Tak sobie myślę, że o wiele przyjemniej jest otrzymać taką dopracowaną paczuchę :) to trochę tak, jakby samemu dostało się prezent ;)



Ściskam Was i życzę cudownych przygotowań do świąt. Spędźcie ten czas tak, jak chcecie najbardziej. Z herbatą z cytryną, lampką wina, z eleganckim wystrojem glamour, ze swojskim, przytulnym klimatem w sweterki i renifery, z domem jarzącym się lampkami jak u Griswoldów, z jedną małą lampką, delikatnie ogrzewającą wasze wnętrze, ze ścierką w ręku lub bez spiny o świąteczne porządki. Cieszcie się każdą chwilą po swojemu. Bo w Waszym życiu - jak powiedział pewien przemiły starszy pan w filmie "Holiday" - to Wy powinniście być głównymi bohaterami.

Buziak!
Wasza Jola

środa, 3 listopada 2021

O torebkach O Bag dowiedziałam się z sieci. Modeli jest kilka, a jeden pozwala na spersonalizowanie torebki w wyjątkowy sposób - można w przeznaczonym na to miejscu wkręcić Guzik. Guzik nie bez powodu pisany przez duże "G" :)

Pierwsze guziki z masy, które wykonałam, nie były specjalnie osobiste, miały przyjemne wzory i kolor pasujący bod odcień torebki czy wkładanego do niej organizera. Z czasem jednak napłynęły prawdziwe wyzwania i zamówienia iście specjalne. Najbardziej wzruszają mnie te z ukochanymi pupilami. W te angażuję się najbardziej. Chcę sprostać wyzwaniu i zasłużyć na zaufanie, którym obdarza mnie klientka, pokazując zdjęcie ukochanego zwierzaka i prosząc o jego odtworzenie. Ale było też logo ulubionego zespołu, postacie czy symbole, które sprawiły mi niemniej satysfakcji.

Tworząc guziki bardzo rozwinęłam swoje umiejętności. Przede wszystkim kolor. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jak wielkie znaczenie ma barwa w kształcie, odbiorze, wyglądzie zwierząt. Wielokrotnie przez różnorodność maści na jednej psiej mordce, musiałam rzeźbić najpierw białą głowę a potem malować ją pastelami. Zawsze z tym samym zaskoczeniem docierało do mnie, że każdy cień, mała kreska, czarna obwódka oka, kilka siwych włosków na brwiach potrafi diametralnie zmienić wyraz, i że tak na prawdę piękno i głębia tkwi w barwach. Nauczyłam się cieniowania, blendowania i budowania koloru.
Dużo pracowałam nad osiągnięciem odpowiedniej faktury, nawarstwiania i pracy z narzędziami. Tak, narzędziami też trzeba nauczyć się pracować :) I uwierzcie, że wciąż się uczę, i tak już chyba zostanie. I choć nadal się doskonalę, poprawiam, uczę, to wciąż wraca do mnie jedna myśl: piękno tkwi właśnie we wszystkich nieregularnych, nieperfekcyjnych elementach, nierównościach. To one sprawiają, że każdy z nas i wszystko, co nas otacza, jest unikatowe, a przez to - piękne.

Spójrzcie sami:


Ten słodziak ma też pupę na drugą stronę torebki :D


Interpretacja czaszki z IRON MAIDEN wykonana na podstawie grafiki - dużo pracy, wielka satysfakcja :)




Santa Muerte. Kult śmierci dla wielu jest dość przerażający, a na pewno kontrowersyjny. Przed rozpoczęciem pracy nad tą charakterystycznie umalowaną twarzą postanowiłam oczywiście poznać odrobinę lepiej ten temat. Doszłam do wniosku, że jest to wyjątkowa tradycja, która pod płaszczem kolorowych, wyrazistych strojów, makijaży i nieco niepokojącej tematyki niesie wiele głębi i piękna. A także nadziei. 


Wilki mają w moim sercu wyjątkowe miejsce. To zwierzęta, które nie tylko podziwiam za ich piękno ale też darzę ogromnym szacunkiem za ich wytrwałość, waleczność i lojalność wobec watachy.




Ten staruszek był pierwszym psim guzikiem, jaki wykonałam. Ma wyjątkowe miejsce w moim sercu.


Lubicie fretki? :)))


Mam nadzieję, że ta mała galeria sprawiła Wam tyle radości i przyjemności, co mi tworzenie tych figurek. 

W kolejnych postach postaram się pokazać Wam, jak guziki prezentują się na torebkach ;)

Uściski!



piątek, 1 października 2021

Każda z pór roku przynosi swoje detale wystroju wnętrz. Wiosna to wielkanocne ozdoby, lato - świeże kwiaty i skarby z wakacji. Zima - wiadomo, Boże Narodzenie, moje ukochane :)

Jesień jest magiczna. To moje ulubiona pora roku:) Kocham zapach jesiennych poranków i lasu, gdzie w powietrzu czuć wilgotną ziemię, żywicę i grzyby. Kocham wydłużające się wieczory, lampki, wrzos i moje jesienne buty, które przeżyły już wiele sezonów i są najwygodniejsze na świecie. To jest mój czas i mój klimat.

A co z dodatkami do domu? Wiadomo, wrzos, drewno, lampki, świece i... dynie. Dynie przede wszystkim żywe, jadalne i ozdobne, ale też ceramiczne, połyskliwe i matowe, białe, stonowane lub te tradycyjne, uśmiechnięte, pomarańczowe. Do wyboru, do koloru :)

Ja w tym roku postanowiłam spróbować swoich sił z dyniami szydełkowymi. Początki były średnie, wypróbowałam wzór znaleziony w sieci. Przy każdej kolejnej modyfikowałam, poprawiałam, dopracowywałam, aż wreszcie znalazłam mój, ten najlepszy :)

 


Postawiłam na dwa rodzaje: stonowane dyńki takie nieco glamour, ze sznurka ze złotą nitką i złotymi ogonkami. Ogonki oczywiście wykonałam sama z masy ;) Jeśli chodzi o sznurki to moim zdaniem nie ma lepszych od tych z Lovely Cottons. Są bardzo wytrzymałe, nie mechacą się, można z powodzeniem prać w pralce, kolory nie blakną. Paleta jest ogromna :) 



Drugi rodzaj to te w żywych, energetycznych kolorach z zielonymi ogonkami :) Będą świetne do pokojów dziecięcych, kuchni, salonu.. właściwie do każdego pomieszczenia :)



Mam nadzieję, że szydełkowe dynie przypadną Wam do gustu i zainspirują do wykonania wyjątkowych, jesiennych dekoracji :)

Uściski!

środa, 22 września 2021

 Makramę pokochałam jakieś dwa lata temu, niedługo po moich pierwszych doświadczeniach z szydełkowaniem. Tak na prawdę potrzebowałam odskoczni od modeliny, złapania równowagi. Zaczęłam od prostych form i węzłów, jednak szybko nabrałam wprawy. Wiązanie makramy pozwala na całkowite uwolnienie umysłu. To taka swoista mantra dla rąk :) Nie raz łapałam się na tym, że podczas powtarzania dziesiątek jednakowych węzłów moje myśli ulatywały w jakieś nieznane rejony a umysł odprężał się jak nigdy dotąd :) 

Dzisiaj mam dla Was makramę ścienną, o szerokości 55 cm i długości 70 cm. Tego typu ozdoby niesamowicie łagodzą wnętrze, tym przytulnym dodają uroku, a tym klasycznym, minimalistycznym odrobinę ciepła. Bawełniany sznurek, drewniane dodatki, gotowe bazy lub wykręcone patyki znalezione w lesie lub w polu. Tylko tyle potrzeba by stworzyć ozdobę przywodzącą na myśl naturę i powrót do korzeni. 







A Wy? Lubicie ozdoby boho? Czy to jednak nie to?

Uściski :)

Wasza ModeJolina 



czwartek, 16 września 2021

 Dawno temu usiłowałam zrobić domowe świece. Kupiłam wszystko, co było potrzebne, odłożyłam pojemniczki, przygotowałam się, nastawiłam pozytywne wibracje i.... nic. Przypaliłam garnek, pół kuchni zalałam woskiem, a jak już udało mi się wlać coś do słoiczków - knoty sie wykrzywiły i zostały tak smętnie z boku. Jednym słowem - fiasko :) 

Jakiś czas temu natknęłam się na informację o sojowym wosku do świec. Szczerze mówiąc, od samego początku uznałam go za wspaniały produkt, bo:

- topnieje w kąpieli wodnej w dużo niższej temperaturze, niż ten tradycyjny

- jest naturalny, roślinny, o lekko wyczuwalnym, łagodnym zapachu 

- wydziela tylko śladowe ilości dwutlenku węgla i nie zawiera toksycznych substancji, dlatego świece sojowe bezpiecznie można palić przy osobach cierpiących na alergię lub astmę, dzieciach i zwierzętach

- świece sojowe spalają się wolniej niż te z tradycyjnego wosku.

Postanowiłam więc spróbować szczęścia po raz kolejny. Tym razem był to strzał w dziesiątkę :)

Wosk topi się bez żadnych problemów w kąpieli wodnej, łatwo łączy się z olejkami eterycznymi. Nie wydziela żadnych nieprzyjemnych zapachów ani oparów. Problem knotów, do których nie mam cierpliwości, rozwiązałam w prosty sposób - kupiłam drewniane. Łączy się je na krzyż lub montuje w specjalnych metalowych stojakach. Wystarczy zamocować pośrodku słoiczka, puszki czy innego pojemnika i mamy gwarancję, że utrzyma się na środku :) W dodatku podczas palenia skwierczą przyjemnie delikatnie, jak drewienko w kominku :)

Jeszcze słowo na temat zapachu: początkowo kupiłam kilka olejków zapachowych do świec, dobrej jakości. Jednak ostatecznie zdecydowałam się na naturalne olejki eteryczne. Zdecydowanie mają przyjemniejszy zapach, w gotowych olejkach czuć było jednak chemię. A olejki eteryczne wspaniale można łączyć tworząc niepowtarzalne aromaty :)

Ostatnio wykonałam kilka świec lawendowych, i zrobiłam małą fotorelację :)





Aby ozdobić świece prawdziwą, suszoną lawendą, polewałam tylko boki słoika woskiem i przyklejałam do niego kwiatostany. Gdybym wymieszała wosk z lawendą, mogłaby się przypalać podczas palenia świecy.




Gdy wosk na bokach świecy zastygł, zamocowałam drewniane knoty. Te złożone na krzyż przymocowałam bez podstawki klejem na gorąco, do tych pojedynczych wykorzystałam metalowe bazy, i również przykleiłam gorącym klejem. Na koniec uzupełniłam świece woskiem wymieszanym z lawendowym, naturalnym olejkiem eterycznym. 



Świece są bardzo przyjemne. Sama świadomość, że wosk jest naturalny i dobry dla naszego zdrowia już daje bardzo dużo. Jestem alergikiem i astmatykiem więc bardzo to cenię :) Wykonując świece samemu możemy decydować o intensywności zapachu, wielkości świecy, ozdobach... o wszystkim :) 

Życzę Wam przyjemnego popołudnia i powodzenia, jeśli postanowicie spróbować swoich sił. Serdecznie polecam!

Uściski, Wasza ModeJolina :)

środa, 15 września 2021

Zapach lata. Stoiska na targu pachną owocami, tak jak owocowe drzewa i las, pełen jagód, borówek i dzikich malin. Łąki to kwiaty, a natura, tak dla nas łaskawa i tak mądra, nie rzuca ich wszystkich na raz, pozwalając by z miesiąca na miesiąc przeplatały się kolejne ich - intensywne lub łagodne - aromaty. Zachowujemy te bogactwa zamykając owoce i warzywa w słoikach, zasuszając kwiaty w bukietach lub książkach. Tworzymy dekoracje, wianki, świece. Ja stworzyłam biżuterię, która z pewnością kojarzy się z pełnią lata :)




Żałuję, że nie mogę zamykać w moich pracach również zapachu. Ale tak też jest dobrze :) Zawsze się uśmiecham, oglądając te zdjęcia :)

Dziękuję, że tu zaglądacie :)

Uściski :)

czwartek, 7 stycznia 2021

07.01.2021

07.01.2021

Na pewno każdy z Was ma jakiś sposób na reset, odstresowanie, relaks, czil tak zwany, kiedy mózgownica może trochę odparować po całodniowej gonitwie z czasem w pracy czy w domu z dziećmi, obiadem, praniem i bałaganem. Wiadomo, że kieliszek wina jest dobry na wszystko - ale nie zawsze jest możliwość. Ja nie używałam przez czas ciąży i karmienia córeczki, prawie trzy lata.

Trzeba było znaleźć jakąś alternatywę. Kiedy Kropka była maleńka na modelinę nie miałam jeszcze przestrzeni ani siły, ale potrzebowałam złapać w ręce cokolwiek. I tak poznałam się z szydełkiem. Pokochałam je od razu całym sercem, zwłaszcza, że na pierwszy ogień wzięłam dywan z bawełnianego sznurka, który chciałam położyć pod choinką, co motywowało mnie jeszcze bardziej, bo marzyłam o takim od dawna. I to był strzał w dziesiątkę. Nic tak mnie nie relaksuje jak systematyczne przerabianie słupka za słupkiem z cichą muzyką w tle. A nawet z filmem. A nawet z głośną muzyką :D 

Ale dziś nie pokażę Wam moich pierwszych prac. Zobaczycie ostatnie moje poczynania ze sznurkiem, a mianowicie anioły których motanie bardzo polubiłam, i malutkie makramy które mam ochotę porozwieszać wszędzie, bo mają w sobie mnóstwo uroku :)









Początki nie były łatwe, a wszelkie tutoriale i schematy były dla mnie zrozumiałe niczym hieroglify :D Ale, jak zwykle, wystarczyła odrobina cierpliwości. Mam nadzieję, że i Wy macie to swoje Coś, czego robienie sprawia Wam satysfakcję, i przy czym się spełniacie. A jeśli jeszcze nie - to pamiętajcie, że każda chwila jest dobra na to, aby nauczyć się czegoś nowego. I może właśnie to będzie TO.


Uściski :))))

piątek, 25 grudnia 2020

25.12.2020

25.12.2020
Boże Narodzenie to dla mnie wyjątkowy czas. Czas wyciszenia, przeznaczony dla bliskich. Taki moment, gdy czas zwalnia, kiedy można poukładać myśli.
Oprócz tego duchowego aspektu, pozostaje jeszcze zewnętrzna otoczka. Ja należę do tych osób, dla których ma ona ogromne znaczenie :) Ozdoby, lampki, wszystkie te detale tworzące niepowtarzalny nastrój - to szczegóły, których nie potrafię się wyrzec :)

Niektóre świąteczne tradycje przejęłam od bliskich (jak pieczenie pierniczków, którego nauczyła mnie przyjaciółka), niektóre podążały za mną od dzieciństwa. A część zbudowałam sama :) I tutaj z mam na myśli świąteczne potrawy, które doskonaliłam przez wiele lat.

Najważniejszym wigilijnym daniem jest dla mnie barszcz czerwony z uszkami. Wiele czasu zajęło mi opracowanie dobrego ciasta do uszek, które można wałkować cieniutko i po ugotowaniu będzie miękkie i delikatne. Do tego farsz z kapusty i pieczarek (nie oceniajcie mnie, boję się leśnych grzybów :D ) i barszcz. Mocno czerwony, aromatyczny, dobrze doprawiony, na zakwasie, o którego istnieniu kiedyś nie miałam pojęcia. Talerz takiego barszczu jest w stanie przenieść mnie w stan błogostanu :)



A Wy? Macie swoje ulubione danie świąteczne, na które czekacie z utęsknieniem cały rok?

Wesołych Świąt!


 
Copyright © ModeJolina , Blogger